Dzik na salonach marketu

Już w pierwszych dniach pandemii koronawirusa pojawił się na ulicach Wrocławia. Zwierzę okazało się towarzyskie na tyle, że postanowiło odwiedzić jeden z salonów handlowych.

 

 

Według relacji dwunożnych klientów dzik najbardziej zainteresował się stoiskiem z maseczkami na czas walki z wirusem, skąd po jakimś czasie wyruszył do hipermarketu budowlanego. Tam jednak ufne zwierzę spotkały nieprzewidziane skutki.

 

Dzik nie dostał się na halę. Został zatrzymany i zamknięty w dziale obsługi klienta. Zachowywał się bardzo spokojnie, ba, chrząkał z umiarem i rozsądkiem. Zaproponowano mu maseczkę do twarzy, peeling, tonik do twarzy i pomadkę ochronną do ust. Uciekł przerażony, że mu tę maseczkę siłą nałożą i jak potem pokaże się mieszkańcom swojej leśnej krainy.

 

Zdążył jeszcze dotrzeć do kawiarenki położonej przy głównym korytarzu. Stoliki stały w samym przejściu, tak by zmęczony zakupami dwunożny klient mógł na chwilę odsapnąć i ździebko się posilić i wzmocnić.

 

Mimo cywilizowanego zachowania zwierzę zostało jednak uśpione i przetransportowane do schroniska. Część dwunożnych klientów, doceniając postawę roztropnego dzika, dziwiło się takiej decyzji zarządzających marketem. Także dziennikarze komentujący to wydarzenie zażądali natychmiastowego powrotu zwierzęcia ze schroniska i przywrócenia mu stanowiska dzika salonowego.

 

Też jestem za. Pod tym pomysłem podpisuję się prawą łapą.

 

Autor: Jerzy Hajduga