Kiedyś to były deszcze

Dosłownie i w przenośni. Pamiętam wieczór, już byłem po duszpasterskich obowiązkach, a tu telefon od moich uczniów próbujących pisać wiersze: „Proszę księdza, to my, deszcz wreszcie pada, idzie z nami ksiądz na spacer?” I poszedłem. Byliśmy szaleni, nie bacząc na różnicę wieku, czuliśmy się w swoich pomysłach jak nie z tej epoki prawdziwi poeci.

 

Po deszczu w oczach

nawet najmniejsza
kropla
z nas

 

Chwila

na pozostanie
z tobą
ba

 

Wieczór podpowiada

zamknij drzwi
wreszcie
sami

 

Autor: ks. Jerzy Hajduga

Ostatni oddech

Kapłan wśród umierających w szpitalu. Jak pomieści w sobie tyle ostatnich oddechów. Tajemnica. Tak, wielka tajemnica wiary.

 

Noszę nosze

co tam dzisiaj
gdy przed
chwilą

 

z tobą
ostatni
oddech

 

wciągam
niebo

 

ks. Jerzy Hajduga

Tą samą łzą

W szpitalu pożegnałem pobożną parafiankę. Tą samą łzą, którą się wita i żegna. Którą zaczyna się żyć i nie ma końca. Łzą radości.

 

Bóg podpowiada

ale pożegnaj no
wiesz kogo

 

do spotkania
u mnie

 

Autor: ks. Jerzy Hajduga

 

Taki stan

Poczuć się wniebowziętym i uskrzydlonym. Lubię taki stan i często tak mam. Przed napisaniem wiersza i po napisaniu. Lot trwa, niech trwa.

 

Dzisiaj byłem blisko ziemi, za blisko. Wiersz dopomógł, uniósł mnie własnymi siłami.

 

Wniebowzięty

nawet motyl ze mną
w lustrze pokazuje
skrzydła

 

Uskrzydleni

aż się boję poruszyć
odlotu bez
ciebie

 

Autor: Jerzy Hajduga

 

Do mety

Powoli, zatrzymać się, zwolnić tempo i dopiero wtedy można dostrzec wszystkie cuda natury. Ja tak mam. Do mety zawsze zdążymy.

 

Ku pamięci

się zbliżam a ona
nie chce tak
blisko

 

Meta

ty już nie masz
siły ani ja kto
pierwszy

 

Autor: Jerzy Hajduga