Wiersze bez słów

Tło tych krótkich wierszy jest metafizyczne, pełne niedopowiedzenia. Jerzy Hajduga nie umniejsza znaczenia słów, a raczej nadaje im ton – pisze Czesław Sobkowiak w recenzji dwóch tomików „Zatrzymać z czasu chwile” i „Jeszcze”.

 

Otrzymałem w kopercie pocztowej dwa zbiorki: „Zatrzymać z czasu chwile” i „Jeszcze”, ładnie wydane, od Jerzego Hajdugi z Drezdenka. Poeta to znany nie tylko w regionie. Poza tym – albo na pierwszym miejscu – jest kanonikiem regularnym laterańskim, który od lat pełni posługę kapelana szpitalnego w Drezdenku.

 

Wyróżnikiem towarzyszącej mu poezji jest delikatny, ściszony głos, który – myślę – w kontakcie z odbiorcą stara się usuwać różne przeszkody, retoryczne i metaforyczne skomplikowania, nadmiary obrazowania, słownych elokwencji, które bardzo często poeci czynią, wierząc, że takim sposobem czytelnika przekonają do swojej sztuki.

 

Mamy do czynienia jakby z poetyckimi notatkami. Hajduga ceni sobie w swojej tonacji (w ściszeniu) raczej niedopowiedzenie, oszczędność wyrazu. To wynika ze stosunku poety do rzeczywistości, ludzi, do istnienia świata i codziennych życiowych zdarzeń, w których treści wyczuwa towarzyszenie wszystkiemu, a zwłaszcza podmiotowi, drugiemu człowiekowi, czegoś jeszcze, pozasłownego właśnie, jakiegoś tajemnego sekretu, jakiejś wielkości, inność.

 

Należy zachować umiar, taktowność i nie narzucać swojego „ja”, by nie popaść w nieprawdę. Zaledwie jednak koniecznie coś zaznaczyć. Dać szkic.

 

Czasem poeta idzie tak dalece w zwięzłość, że dopełnienie jej mogłoby być słuszne i pożyteczne. Jego mowa, owszem, wytwarza kameralny nastrój, klimat zaufania i dyskrecji. I oczywiście, jakiekolwiek epatowanie byłoby tu wręcz barbarzyństwem.

 

Tło tych krótkich wierszy jest metafizyczne, pełne niedopowiedzenia. Nie umniejsza znaczenia słów, a raczej nadaje im wagę. Poeta celowo wybiera artystyczne ograniczenie.

 

Słowa sytuując jakby na granicy milczenia „coraz więcej mają / do powiedzenia”. Cóż jest poza nimi, jeśli nie nieskończoność i milczenie… Dzieją się one w jego prywatnym, intymnym, poetyckim świecie, na wyraźnie wyczuwalnej granicy, która tak zarysowana – jak na rysunku z kilku kresek – wytwarza właśnie bardzo znaczące napięcie liryczne, duchowe, ewokujące różne refleksje.

 

W zasadzie w każdym z wierszy, wierszyków czy zdań, konieczność wypowiedzenia rozgrywa się, musi się na nowo rozgrywać. Sytuacje liryczne nie są bowiem jednorodne ani stałe. Ważne jest, żeby im sprostać, a to ciągle wymaga zmiany formy wypowiedzi, punktu widzenia, tonacji, jednak i gry ze sobą. I poza tym od podmiotu wymaga czegoś bardzo istotnego, a mianowicie wewnętrznej samokontroli, umiejętności wyboru, czyli akceptowania i odrzucania.

 

Nie jest to więc świat monotonny ani ubogi, wręcz przeciwnie. Zawsze inny. Tak chce poeta.

 

Autor zwięźle wyraża ten świat, pisząc np. o samotności niemal od niechcenia: „no chwyciła mnie / cichuteńko na palcach / co do jednego”; o kimś : „na wyciągnięcie ręki / mam nocną lampkę / i ciebie”; albo zdanie, jakby zasłyszany cytat, który sygnalizuje dramat człowieka: „taka stara i dalej / nie wie / jak się / zachować”.

 

Czytelnik zmuszony jest za każdym razem na moment zastanowić się także nad kwestiami moralnymi: „lewa ręka nie wie / niech nie wie / o prawej” lub zmiennością losu: „kiedyś rozpalał wieczory / dzisiaj wystarczy / płomyk”.

 

Nie chcę rozciągać tego recenzyjnego opisu. Za tymi jednozdaniowymi wierszami stoi autorskie pragnienie uwyraźnienia treści i dotarcia z nią do odbiorcy. Są więc jak kamyki wrzucane do ogródka milczenia. I to milczenie ma je wzmacniać.

 

Autor: Czesław Sobkowiak

Źródło: „Pro Libris nr 1–2 (66-67) 2019

 

Jerzy Hajduga, „Jeszcze”, Tercja, Poznań – Drezdenko 2018, 48 s.; „Zatrzymać z czasu chwile”, MK, Kraków – Drezdenko 2018, 60 s.

 

Przeczytaj też