Sacrum gestów i znaków

Wiemy dobrze, komu podać rękę, kogo ucałować i gdzie. Kogo uścisnąć, komu rzucić się w objęcia. Ściskamy się ochoczo, łapczywie i hucznie. Taką mamy naturę. W tym żywiole uczuć, w tym rozpędzie uścisków przestaliśmy jednak zwracać uwagę na znaczenie, powagę, a nawet sacrum pewnych gestów i znaków. 

 

 

Przyjrzyjmy się znakowi krzyża. Jak pisze w swoim Zeszycie w kratkę ks. Jan Twardowski: „Dotykaj czoła, a nie nosa. Serca, a nie blaszanego guzika. Ramion, a nie szelek”. Tak nas uczyła mama. Co nam z tej nauki zostało? Kończy ks. Twardowski swoje opowiadanie tak: „Czasem kreślisz znak krzyża byle jak, łapu-capu, jakbyś wojsko owadzie odganiał, a ja nie potrafię tak szybko, bo przecież tyle mi się przypomina”.

 

I mnie się wiele rzeczy przypomniało, gdy obserwowałem rodziców i dzieci przed kościołem czekających na rozpoczęcie liturgii Pierwszej Komunii Świętej. Po błogosławieństwie (w tym momencie rodzice wkładają ręce na głowy dzieci i powtarzają słowa za kapłanem) ksiądz niespodziewanie zaproponował, aby starym chrześcijańskim zwyczajem dzieci ucałowały rękę mamy i taty. Nietrudno było sobie wyobrazić konsternację i zamęt w odruchach tych rąk, które tak łatwo rzucają się w objęcia, ściskają ochoczo, łapczywie i hucznie. „No, synku, nie wygłupiaj się, no, córeczko, nie trzeba”. Kumpelski uścisk, o tak.

 

W tym zaproponowanym geście najbardziej naturalnie zachowały się dzieci: chciały po prostu ucałować ręce swoich kochanych rodziców. Ten gest rodzice zamienili na przytulenie, na pocałunek w czółko. Dlaczego?

 

Bo dzisiaj nie ma takiego zwyczaju. Trzeba zachowywać się tak, jak dyktuje moda. Myślenie i zachowanie musi być podporządkowane współczesnym trendom. Ale z drugiej strony ten sam człowiek – czy chce tego, czy nie chce – w pewnych okolicznościach i sytuacjach szanuje tradycje. Na przykład w ubiorze. Trudno sobie wyobrazić pana młodego w kościele, który stoi obok swojej przyszłej żony w samym podkoszulku. Nie do pomyślenia jest też dziecko pierwszokomunijne, któremu świeci pod okiem i na nosie jakiś kolczyk.

 

Szanujemy więc tradycję w ubiorze, wiemy dobrze, jak i w co się ubrać, gorzej jest z zachowaniem, a konkretnie z uszanowaniem tradycyjnych gestów i znaków. To widać najlepiej w kościele. To, jak się żegnamy, jak klęczymy, jak przyklękamy, zdradza w tym przypadku naszą wiarę, nadzieję i miłość do Boga. Śpieszymy się, żegnamy się byle jak i chyba dopiero w przyszłym pokoleniu sacrum gestów i znaków stanie się awangardowe.

Dodaj komentarz