Pieta księdza Jerzego Hajdugi

Kilka miesięcy temu napisałem felieton Świat według literatów (24/2014), w którym podzieliłem się uwagą, że wiedzę o dziejach ludzkości czerpię w większym stopniu z literatury niż z opracowań naukowych. Podobnie jest z wierszami, które nieraz są mi bliższe niż porady duchowe. W wielu z nich nie mogę rozszyfrować szkolnej regułki: co poeta miał na myśli? Ale są także takie wersety, co na długo zapadają mi w pamięci, np. najważniejsze cytaty biblijne – pisze Lech Kopyść.

 

 

Młody ks. Józef Tischner, gdy szukał swojej drogi życiowej między nauką a literaturą, wyraził własne zdanie o poezji: Trudno napisać dobry wiersz. Trudniejsze niż się wydaje. Ale – zdaje się – najpierw trzeba opanować życie, opanować cele, skoordynować wszystko i do pisania zabrać się świadomie (Dziennik 1944-1949, Kraków 2014, s. 292).

 

Ostatnio taki wstrząs myślowy przeżyłem podczas lektury zamieszczonego w Aspektach wiersza ks. Jerzego Hajdugi pt. Pieta (42/2014). Pozwolę go sobie zacytować w całości:

 

Pieta

 

wstał z kolan matki

na oczach której

umiera dziecko

sam zapłakał

 

Z racji choroby syna wielokrotnie przez ostatnie siedem lat pisałem o chwilach beznadziei rodziców dzieci dotkniętych najcięższymi schorzeniami. Obserwuję ze smutkiem, jak na stronie internetowej pomagającej im fundacji pojawia się kolejny wpis wspominający następnego młodego fightera (wojownika), który przegrał walkę z chorobą. Często się za nich modlę, może też z racji braku możliwości innej pomocy. Nie potrafię im też odpowiedzieć na pytanie o obecność Boga w tych pozornie bezsensownych  śmierciach.  Może mam za słabą wiarę lub wiedzę teologiczną?

 

Trzydzieści lat temu w Rzymie po raz pierwszy oglądałem rzeźbę Pieta Michała Anioła, przedstawiającą ból Matki po zdjęciu Jezusa z krzyża. Nie zrobiła ona wówczas na mnie większego wrażenia. Po upływie czasu, zebraniu doświadczeń życiowych inaczej patrzę na przesłanie trzynastej stacji Drogi Krzyżowej.

 

Nic tak nie łączy ludzi jak łzy po stracie najbliższych.

 

Autor: Lech Kopyść

 

Źródło: niedziela/aspekty (22/2015)

Przeczytaj też