Otwarte drzwi Jerzego Hajdugi

„W tym tomiku wszystko wydaje się niewielkie, niepozorne. Format – jedyne 15,6 × 15,6 cm. Konstrukcja wierszy – «na trzy wersy», jak określił sam Autor (w dedykacji), a każdy wers składający się z co najwyżej czterech słów, nierzadko ostatni wers z jednego słowa. O „Zatrzymać z czasu chwile” pisze Agnieszka Sroczyńska.

 

 

Generalnie – na pierwszy rzut oka – minimalizm formy triumfuje. W tym sensie dla wiernych czytelników poezji Hajdugi ten zbiór wierszy nie jest wielkim zaskoczeniem. Autor już we wcześniejszych tomach stosował minimalistyczną formę i przyzwyczaił nas do swojego językowego ascetyzmu. Jedyna różnica polega na tym, że nie aż w takim natężeniu.

 

W tomie „Zatrzymać z czasu chwile” poeta narzucił sobie rygorystyczną zasadę trzymania się tylko tych trzech wersów plus tytułu. Do Hajdugowego tytułu, który ma zasadnicze znaczenie dla interpretacji wiersza, wrócę w dalszej części recenzji. Na razie chciałabym postawić pytanie: na czym polega fenomen tych wierszy? Bo o takim śmiem mówić, mając na uwadze wypowiedzi czytelników poezji Hajdugi.

 

Jedna z moich znajomych wyraziła się, że jego wiersze pamięta po pierwszym przeczytaniu, w przeciwieństwie do wielu innych. I faktycznie, to jedna z cech tej poezji – jest tak wyrazista, że zapada głęboko w pamięć.

 

Co zatem decyduje o wyrazistości poezji Jerzego Hajdugi? Odpowiem banalnie prosto, ale wydaje się, że najbliżej prawdy – forma w tym samym stopniu co treść. Myślę, że zachowanie owego balansu między jednym a drugim jest jednym z najtrudniejszych zabiegów w poezji. I chyba jedną z najrzadziej występujących cech we współczesnej poezji polskiej.

 

Odnoszę wrażenie, że poeci przechylają się w jedną lub w drugą stronę – mniej lub bardziej. Jedni przedkładają szukanie nowych form, języków poetyckich nad to, o czym chcą nimi opowiedzieć. I wtedy mam odczucie, że nie ma żadnej gradacji wartości w świecie, że wszystko jest równie ważne lub równie nieważne, równie piękne, jak i równie obrzydliwe. W takiej poetyce liczy się głównie eksperyment językowy. Drudzy tak bardzo chcą podzielić się swoimi życiowymi odkryciami, ważnymi sprawami, że bagatelizują pracę na językiem, nad formą wypowiedzi.

 

Co robi Hajduga, żeby ten balans między formą a treścią złapać?

 

Zacznę od formy.

 

Wspomniałam już o jednej z podstawowych cech konstrukcji tych wierszy – jest nią trójwersowość. Bez wątpienia ma ona głęboko uzasadnione źródło w poczuciu wagi słów i odpowiedzialności za ich wypowiadanie. Drugą ważną cechą tych wierszy jest ich metaforyczność. Każdy z nich stanowi wielką metaforę. Wyjątkowość tych metafor i siłę przekazu podkreśla minimalna ilość słów przy ich budowaniu oraz koncept.

 

Kiedyś Wojciech Bonowicz podzielił się swoim zachwytem nad pozornie prostym konceptem w wierszu, mówiąc: „Bardzo lubię takie błyski prostoty. […] [gdy w tomiku] nagle ktoś tak łupnie czymś bardzo prostym w gruncie rzeczy, taką myślą opartą na prostym paradoksie, na celnym spostrzeżeniu. Nieczęsto to się udaje. To jest bardzo trudne” (Spotkanie z cyklu Forum Literackie „PRZYSTANEK BABEL”, YouTube).

 

Bonowicz dla zobrazowania swoich słów gestami przyrównał ową celność nazwania rzeczy do rzutu w środek tarczy.

 

Czy wiersze z tomu „Zatrzymać z czasu chwile” cechuje owa celność? Wydaje się, że tak. I że jest to tarcza życia samego Autora.

Zresztą na okładce tomiku widnieje fotografia przedstawiająca postać Hajdugi w środku tarczy zegara słonecznego, tym bardziej dająca nam prawo utożsamiania podmiotu lirycznego z alter ego Autora. Poeta nazywa celnie przede wszystkim najbliższą jemu rzeczywistość, która nierozerwalnie wiąże się z życiem w klasztorze.

 

 

Kolejną ważną cechą wierszy z tego tomu jest specyficzna rola tytułu. Jest on jak przedsionek domu, którego nie da się ominąć, żeby wejść do środka. To jeden z przykładów:

 

Przechodzisz

moje drzwi otwarte

tylko po sobie

zamykam

 

Słowo z tytułu mogłoby być równie dobrze pierwszym, samodzielnym wersem lub pierwszym członem już istniejącego wersu. Wyodrębnienie go, podniesienie „do rangi” tytułu może służy celom praktycznym – identyfikacji wiersza. Ale może również podkreśleniu, że ukrywa się w nim jednocześnie puenta. Jak w tym wierszu:

 

Reszta milczy

przy tobie zawsze Bóg

i ze mną

pogada

 

Ten wiersz jest również przykładem wspomnianego przez Bonowicza „błysku prostoty” opartego na paradoksie. Mając świadomość stanu kapłańskiego Autora, nie można nie poczuć się zaskoczonym takim wyznaniem. Notabene to właśnie zaskoczenie było najbardziej dominującym we mnie odczuciem po lekturze tego tomu. Autor ukazał mi się w nim jako owe „drzwi otwarte”.

 

Drzwi otwarte

a ty czekasz chwilę

jak dawniej by

zapukać

 

Bez wątpienia jest to wiersz miłosny i nie jedyny w tym tonie. Jednak Hajduga pisze swoje wiersze tak, że przedmiot miłości nie jest nigdy oczywisty. I tu ujawnia się jedna z najważniejszych cech tej poezji – otwartość. Hajduga buduje ją poprzez wieloznaczność, możliwość interpretacji wierszy na wiele sposobów.

 

Roma Jegor w posłowiu tomu tak o tym pisze: „Jeśli więc chcemy znaleźć w tych wierszach człowieka – z jego samotnością, zmęczeniem, wspomnieniami i miłością – to go znajdziemy. A jeżeli człowieka oddanego Bogu – z jego samotnością, zmęczeniem, wspomnieniami i miłością – to znajdziemy go tam także”.

 

Poza tym sukcesu tej poezji – bo moim zdaniem o takim można mówić (widząc chociażby liczbę i treść komentarzy pod wierszami Hajdugi na jego profilu na Facebooku) – doszukiwałbym się również w jej autentyzmie. Mówiąc wprost: tym wierszom się wierzy. Większość z nich jest napisanych w poważnym tonie i pokazuje samotną stronę życia człowieka (nie tylko w klasztorze), z którą jednak podmiot liryczny radzi sobie, „okiełznuje” ją. Ale Autor pozostawia nam również swój uśmiech, jak w tym zapisie:

 

Jestem po wierszu

a ty pytasz

po którym

w końcu

 

Mimo wspomnianej otwartości i nieoczywistości interpretacji wierszy nie da się uciec od skojarzeń ze stanem kapłańskim i życiem Autora w klasztorze. Już w pierwszym wierszu tego tomu „Po rekolekcjach” pojawia się nawiązanie do jednego z ważnych w życiu osoby duchownej, ale i w ogóle wierzącej, wydarzenia, którym są rekolekcje.

 

Zarówno pojedyncze słowa, których używa w wierszach: Bóg, grzech, modlitwa, wniebowzięty, cud, lichtarz, grób, jak i określenia typu „zamienię wodę/ w wino” mówią, że podłożem tej poezji jest m.in. silna więź z Bogiem.

 

Profesor Jerzy Nowosielski postawił tezę dotyczącą twórczości: „Mnie się wydaje, że wielka twórczość to jest wielka spowiedź” („Listy i zapomniane wywiady”, Znak, Kraków 2015, s. 8). Nie mam wątpliwości, że twórczość Jerzego Hajdugi – minimalistyczna w formie – jest wielka w swojej treści. Zatem idąc tropem, który podpowiada Nowosielski, można zadać pytanie – z czego „spowiada się” Hajduga w tomie „Zatrzymać z czasu chwile”?

 

Jakkolwiek zabrzmi to dla niektórych groteskowo, odnoszę wrażenie, że „spowiada się” z bycia poetą. Najdobitniej wyraża to ten wiersz:

 

Przede mną

moje wiersze

jak grzechy

pierwsze

 

Nie dajcie się zwieść niepozorności tej książeczki. Otwiera drzwi do wielu intrygujących przestrzeni – w życiu i w języku. Ich odkrywania wraz z Jerzym Hajdugą Wam życzę.

 

AUTORKA: Agnieszka Sroczyńska

ŹRÓDŁO: „Afront” nr 3 (9) 2019

 

Jerzy Hajduga, „Zatrzymać z czasu chwile”, MK, Kraków-Drezdenko 2018, ss. 60.

 

 

 

Przeczytaj też