Marek Czuku: 44 chwile w wierszach zatrzymane

Wiersze Jerzego Hajdugi w sposób skrótowy i skondensowany utrwalają mijające chwile, stając się minimalistycznymi medytacjami, których ideowym tworzywem jest oparty na ufności chrześcijański stoicyzm – pisze Marek Czuku w recenzji tomu „Zatrzymać z czasu chwile”.

 

 

Jak to jest być księdzem poetą po Janie Twardowskim, Januszu Pasierbie czy Karolu Wojtyle? Fenomen piszących wiersze kapłanów nie mija od lat. Choć zainteresowanie nimi jakby trochę mniejsze, to w nowym wieku, po kolejnych zmianach pokoleniowych wierni mowie wiązanej pozostają i kolejne książki publikują: Jan Sochoń, Jerzy Szymik, Wacław Oszajca, Jerzy Sikora, Eligiusz Dymowski, Janusz Adam Kobierski, Wacław Buryła, Franciszek Kamecki i wielu innych. Wśród nich ma również swoje miejsce Jerzy Hajduga, kanonik regularny laterański, który w 2018 r. wydał dwa zbiory krótkich wierszy: „jeszcze” oraz omawiany w tym miejscu „Zatrzymać z czasu chwile”.

 

Poeci w sutannach traktują najczęściej swoją twórczość jako dopełnienie posługi kapłańskiej, które pozwoli dotrzeć z dobrą nowiną do osób wrażliwszych – w sposób nieco mniej schematyczny i oczywisty niż tradycyjne czytania liturgiczne czy homilie. Tak jest też w przypadku księdza Hajdugi, chociaż jego poetycki przekaz – jak słusznie zauważyła autorka posłowia do tomu „Zatrzymać z czasu chwile”, Roma Jegor – da się czytać zarówno z perspektywy osoby wierzącej, jak i na laicki sposób. Dodam od siebie, że poeta bardzo dyskretnie i oszczędnie dozuje słowa powszechnie uznawane za „religijne”, w rodzaju „Bóg” (pada ono zaledwie dwa razy), „wiara”, „zbawienie” itd.

 

Wyobraźnia czytelnika jego wierszy powinna raczej sama sobie radzić i wiele rzeczy dopowiedzieć na własny rachunek, podążając za naszkicowanymi jedynie w konturach sytuacjami egzystencjalno-duchowymi.

 

Nowa książka Jerzego Hajdugi zawiera 44 trójwersowe liryczne miniaturki, wypowiadane często półgłosem czy wręcz szeptem. I mimo że przekazują one stany ducha podmiotu lirycznego, to nie są egocentryczne, nakierowane są bowiem stale na tego drugiego, nieważne czy jest to ona, on czy On.

 

W sposób skrótowy i skondensowany utrwalają mijające chwile, stając się minimalistycznymi medytacjami, których ideowym tworzywem jest oparty na ufności chrześcijański stoicyzm. Przypominają one trochę złapane niespodziewanie pośród codzienności fotograficzne migawki, znikome mgnienia świata.

 

Jerzy Hajduga od kilkunastu lat pełni posługę kapelana szpitalnego w Drezdenku. Zajęcie to sprawia, że szczególnie wyczulony jest na ludzkie cierpienie i samotność:

 

rozlej swoje łzy

na moim ramieniu

mam drugie

(„Uwierz”)

 

Częstymi motywami wierszy Hajdugi są wieczór, noc i sen. To wtedy najbardziej potrzebny jest ten drugi. Samotność w nocy może zostać unieważniona – według księdza poety – przez wiarę, która pozwala góry przenosić, a źródłem światła jest nie tylko nocna lampka, ale i Ktoś większy, który jest również „na wyciągnięcie ręki” („Zapalam światło”):

 

nocą sam leżę i słucham

ale nie ma nocy

nie jestem sam

(„Wpadające słowo”)

 

Wiersze z tomu „Zatrzymać z czasu chwile” są niezwykle ludzkie, humanistyczne, pełne pozytywnych wartości, dotykają bowiem tego, co w naszym życiu najważniejsze, co odkrywamy dopiero w wyniku codziennych rozterek, cierpień czy krańcowych sytuacji.

 

Jerzy Hajduga powtarza zweryfikowane przez życie prawdy o uśmiechu, który pomaga w życiu; o tym, że w nieustannym biegu chciałoby się mieć coś z dziecka; o grzechu, który obłaskawia się po rekolekcjach; o modlitwie bez słów; o otwartości na drugiego człowieka i potrzebie pocieszania go w potrzebie; o pożegnaniach i odchodzeniu na zawsze. Szkoda marnować czas i unikać kontaktów z ludźmi, bo zaraz nas nie będzie („Chwila i po nas”). A niekiedy przychodzi taka chwila, że trzeba się po prostu wypłakać („Łza na otarcie”).

 

Zachwyt poety budzą boskie twory natury – odbity w lustrze piękny motyl („Wniebowzięty”) i wiewiórka przemykająca przez cmentarz („Między grobami”). Ważne są też w jego życiu wiersze, które mogą być jak „grzechy pierwsze” („Przede mną”), ale zawsze są czymś wyjątkowym, wiążąc się z dużym przeżyciem („Jestem po wierszu”) i towarzysząc twórcy wszędzie. A że poeci to często osoby zwariowane, nic więc dziwnego, że autor czasem „tęskni za wariatami”.

 

Ożywcze i przewrotne są parafrazy biblijne:

 

całujesz mnie w policzek

nadstawiam drugi

całujesz

(„Ust uderzenie”)

 

z tobą zamienię wodę

w wino na każdym

weselu

(„Pierwszy cud”)

 

Z pewnością mieszczą się one w granicach, jakie zakreśla religia miłości, a to, że w taki sposób przekształca Pismo kapłan, nie powinno nikogo dziwić ani tym bardziej gorszyć. Wręcz przeciwnie, zachował on w tych utworach chrześcijańskiego ducha, zmieniając tylko nieco literę, „litera bowiem zabija, Duch zaś ożywia” (2 Kor 3,6).

 

Jestem pewien, że ksiądz Jerzy Hajduga nieprzypadkowo zamieścił w nowym tomie właśnie 44 wiersze. Słowa „czterdzieści i cztery” z „Widzenia” księdza Piotra dotyczą co prawda „wskrzesiciela narodu” oraz „dzieła odkupienia” i pozostają nadal (na zawsze?) niezgłębioną tajemnicą polskiej literatury. Ale przecież każdemu księdzu poecie powinno chodzić właśnie o odkupienie, co prawda nie narodowe, ale duchowe. A na dobrą poezję składa się zawsze aura tajemnicy.

 

AUTOR: Marek Czuku

Źródło: „Nowe Książki” 4/2019

 

Jerzy Hajduga, „Zatrzymać z czasu chwile”, Wydawca: MK, Kraków/Drezdenko 2018.

 

Przeczytaj też