Już z uprzedzeniem

Już z uprzedzeniem. W ogródku kawiarnianym siedzę sam, wokół wszystkie stoliki zajęte. Gwarno, rozmownie. Wyrwane słowa, dłuższe opowieści.

 

Wariatka, która siedzi na ławce na Plantach

pyta znienacka: – Co masz do mnie, Boże?

A potem odpowiada odmienionym głosem:

– Ja nic do pani nie mam.

Marcin Świetlicki

 

W ogródku kawiarnianym siedzę sam, wokół wszystkie stoliki zajęte. Gwarno, rozmownie. Wyrwane słowa, dłuższe opowieści. Ona i on mają głębszy problem, mówią przez łzy. Aż mi głupio z tego – chcąc nie chcąc – wysłuchiwania. Wyjmuję przed chwilą kupiony najnowszy tomik wierszy Świetlickiego Jeden. Jeszcze raz przeglądam, chcę czytać, ale trudno o skupienie. Nie da się. Proszę kelnerkę o rachunek i wychodzę z ogródka. Dokąd? Mam takich znajomych, do których mogę wpaść o każdej godzinie dnia i nocy.

 

Już jestem. Drzwi. Dzwonię znakiem, traktowany jak bliski rodziny. Wchodzę, akurat w telewizji leci ulubiony serial. Na samo wejście dołączam się do oglądania. Jak w ogródku godzinę temu: wyrwane słowa, dłuższe opowieści. Znowu – chcąc nie chcąc – wysłuchiwania.

 

No, koniec serialu. Gdy jednak ujrzałem zapłakane oczy gospodarzy, nie wiedziałem, od czego zacząć rozmowę. A ponieważ również nic ciekawego nie miałem do powiedzenia (czy zawsze trzeba?), uznałem za stosowne coś pilnego wymyślić na swoje wyjście.

 

Gospodarze nie dociekali – czy uwierzyli w moje wymyślone na poczekaniu kłamstwo? – i umówiliśmy się na kawę za tydzień. Z tobą, który mnie teraz czytasz. Już z uprzedzeniem, ma się rozumieć.

 

ks. Jerzy Hajduga

Przeczytaj też

Dodaj komentarz