Czar piórem Karola Francuzika

Moi uczniowie mają już, a może dopiero, trzydzieści parę lat. Wspominałem ostatnio (Dwa żywioły) Macieja Zdziarskiego, dzisiaj czas na Karola Francuzika. Trzymali się razem, prześcigając się w przynoszeniu swoich wierszy do oceny. Dzisiaj Karol już sam ocenia, publikuje recenzje i szkice w czasopismach drukowanych oraz w internecie.

 


 

Ostatnio przysłał mi szkic o mojej twórczości. W całości będzie opublikowany w miesięczniku Polonistyka. A oto fragment, interpretacja mojego wiersza pt. Odpust / czar:

 

królik w kapeluszu pod kościołem

duży chłopiec zastanawia się

czy wyciągnąć go i w ten sposób

utracić wiarę

 

Z pozoru mamy tu do czynienia ze zwykłą scenką odpustową, jakich wiele. Czujemy klimat festynu, zabawy, jarmarku. Jednak w tym krótkim tekście pojawia się coś więcej – między odpustem a czarem dochodzi do interakcji. Z jednej strony odpust może być świętem z okazji patrona kościoła, a z drugiej – darowaniem grzechów. Czarujący obrazek? Tak, ale nie tylko – możliwość utraty wiary jest realna, ale jak gdyby zawieszona, bo nie wiemy, jaką decyzję podejmie bohater wiersza. Istotny jest tu element zastanawiania się, a więc uruchomienia racjonalnych przesłanek, analizy sytuacji. Wiara w tym wypadku nie jest już tylko łaską, czyli darem udzielonym przez Boga, ale staje się jednostkowym wyborem, a jej utrata natomiast wiąże się z odpowiedzią na zewnętrzną ofertę. Czar, o którym tu mowa, jest grą z czytelnikiem, z naszymi skostniałymi przyzwyczajeniami, a sytuacja odpustowa bywa i zabawna (urocza), i niebezpieczna.

 

Tyle Karol. Czytając tę interpretację wiersza – jako ksiądz – pomyślałem sobie: chłopak mądrze pisze. I nawet pamięta katechezę o łasce. Do dzisiaj spotykamy się. Karol mieszka w Poznaniu, Maciej w Krakowie, ja w ich miasteczku – w Drezdenku. Lata lecą, a my we trzech (dalej uskrzydleni) wznosimy się i upadamy w różnych miejscach poezji, a nawet prozy życia. Nie myślimy odpocząć, również od siebie.

 

ks. Jerzy Hajduga

Dodaj komentarz