Cudownie metafizyczny horror metafory

Grzegorz Wołoszyn opowiada o spotkaniu autorskim w kawiarni Cudowne lata w Krakowie. Cudowne Lata, a w nich cudowny człowiek, cudownie opowiada o tym, jak… Odpocząć od cudu. Bo taki nosi tytuł najnowsza książka Jerzego Hajdugi, poety, duchownego, kanonika laterańskiego, któremu reguła zakonna – jak sam przyznaje – pomaga w skupieniu, a zatem również w pisaniu.

 

 

I rzeczywiście – Jerzy uważny, skoncentrowany słucha kolejnych pytań Magdaleny Bąk, prowadzącej spotkanie, oraz reakcji publiczności, włączającej się często do dyskusji. A goście dopisali bardzo. Sala pęka w szwach, wiele osób musiało dostawiać krzesła, część stała w wejściu. Nie są to bowiem tylko lokalni goście z Krakowa – spotkanie odbywa się pod sztandarem nieformalnej grupy Poeci Po Godzinach, zatem wśród zgromadzonych są osoby przybyłe specjalnie na to spotkanie z różnych zakątków Polski.

 

Różne też rzeczy chcą wiedzieć: kto jest ulubionym poetą Jerzego, jego mistrzem? Jerzy dopowiada dyplomatycznie, że stara się nie mieć mistrza, więc kogoś, na kim by się wzorował, ale wskazuje na swoje lekturowe preferencje: Herbert, Różewicz, Białoszewski z klasyków oraz poeci współcześni, bez wskazywania konkretnych nazwisk. Stara się być na bieżąco, czytać wszystkie ciekawsze książki wychodzące w danym roku. Dlaczego koniecznie chce uciekać od cudu? Czy cud nie jest czymś z definicji cudownym? Czy aż tak często kanonikom laterańskim zdarzają się cuda, że muszą od nich uciekać? Tutaj Jerzy uśmiecha się przewrotnie, mruży lekko powieki (wieków?) i z zadziornym błyskiem w oku odpowiada, że odpocząć od cudu tak naprawdę nie można, że wszystko jest cudem: każdy człowiek, każdy wycinek otaczającej nas rzeczywistości, każde wydarzenie. Cały świat jest cudem i sam fakt istnienia jest cudem cudów.

 

W tym kontekście jednak tytuł najnowszej książki Jerzego nabiera nieoczekiwanie mrocznej wymowy. Zatem odpocząć od cudu można jedynie opuszczając ten świat? Jak to pogodzić z chrześcijańską wiarą w życie wieczne? Czy śmierć nie jest otwarciem się na jeszcze większy cud? W tym miejscu poeta zakonnik nie odpowiada jednoznacznie, pozostawia tę kwestię do rozważenia każdemu indywidualnie, w zgodzie z własnym sumieniem i przekonaniami.

 

Prowadząca idzie za ciosem i pyta o jeden z najważniejszych tematów, poruszanych w książce – o śmierć. Czy można ją oswoić? Czy można się pogodzić np. ze śmiercią matki, której autor poświęcił tyle wierszy? Jerzy wyraźnie poważnieje, wymowa jego oczu zmienia się, w piwnicznym półmroku połowa twarzy zastyga, połowa pozostaje w cieniu. Śmierci nie da się oswoić – odpowiada po chwili – można się do niej przyzwyczaić, pogodzić się z nią, ale nie da się jej oswoić. Każdy ma swój sposób na horror metaphysicus, na złagodzenie narastającego z każdym rokiem przerażenia, wyparcie go ze świadomości. W przypadku Jerzego tym sposobem jest pisanie. A wiara? Czy wiara nie pomaga? Pomaga, ale nie daje łatwego ukojenia. Nawet święty ma chwile zwątpienia, rozpaczy, momenty grozy, strachu – jeżeli nie przed samą śmiercią, to przed nieznanym, które przynosi.

 

 

Moja krótka relacja nie zawiera oczywiście wszystkich zagadnień, pytań, wątpliwości, tematów poruszanych w czasie tego dwugodzinnego spotkania (jak chociażby odczytania fragmentów eseju Jacka Sojana o poezji Jerzego Hajdugi), ale stara się naszkicować metafizyczny klimat, jaki mu towarzyszył, nastrój przechodzący od żartu do powagi, od śmiechu do z trudem skrywanych łez.

 

W sposób doskonały, płynny, niemal naturalny wpisał się tę atmosferę zespół Kalimba. Czwórka młodych ludzi z Krakowa w składzie: Łukasz Dudek, Magdalena Harasimowicz, Tomasz Idziak, Łukasz Moskal, który wyczarował swoimi kompozycjami do wierszy nieobecnego tego wieczoru Karola Samsela prawdzie metafizyczną aurę. Zróżnicowane, niebanalne instrumentarium, w szczególności egzotyczne instrumenty perkusyjne, śpiew wokalistki i dwóch wokalistów, gitary elektryczna i klasyczna, wspomagane elektronicznymi dźwiękami syntezatora, tworzyły całość przypominającą w niektórych utworach klimaty z Dead Can Dance czy Deep Forest. Mam nadzieję, że w przyszłości współpraca z zespołem Kalimba i grupą Poeci Po Godzinach się zacieśni i przyniesie kolejne, wspólne projekty.

 

PS W sali obok, godzinę po rozpoczęciu spotkania z Jerzym, zaczęły się obchody dziesiątej rocznicy matury pierwszych absolwentów Liceum Ogólnokształcącego w Centrum Edukacyjnym Radosna Nowina w Piekarach koło Krakowa, gdzie byłem przez wiele lat nauczycielem i instruktorem teatralnym. Nic nie wiedziałem o tym spotkaniu, bo zostałem nauczycielem w drugim roku funkcjonowania szkoły, nie uczyłem tego rocznika, więc nie byłem zaproszony. Specjalnie w ten dzień przyjechałem z Niska do Krakowa na wieczór autorski z Jerzym. Wcześniej, przed dwa lata, byłem na emigracji w Anglii. I taki zbieg okoliczności: akurat w ten dzień, w tym lokalu, w salach obok. Ale to nie koniec. W rocznicy uczestniczył były prezes Fundacji im. ks. Siemaszki (organu prowadzącego szkołę) ks. dr Bronisław Sieńczak. Kiedy po koncercie Kalimby poszedłem się przywitać i wyjaśniłem prezesowi całą sytuację, ten zapytał: Jerzy jest tutaj? Wołaj go do mnie! Okazało się, że prezes Sieńczak był wykładowcą i promotorem Jerzego! Nie widzieli się od lat. No i co o tym wszystkim myśleć? Przypadek, przeznaczenie, cud? Nie masz odpoczynku…

 

Autor: Grzegorz Wołoszyn

Przeczytaj też